Przydarza się czasem i tak, iż efektem krotochwilnych i niezobowiązujących na pozór słów popełnionych w miejscu A, rodzą się zupełnie autentyczne wydarzenia w miejscu B. Do cna spontaniczna, i zupełnie nieodległa sercu odpowiedź odnośnie ewentualnych adresów, które projekt ‘MOTOR w podróży’ mógłby odwiedzić jesienią, udzielona nad mocno pełnym lata Zagłęboczem, wybrzmiała: ‘Pszczela Wola’.

I choć wiara w podchwycenie tejże wtedy mocno chybotliwa, miniony, śródwrześniowy czwartek okazał się – od wystarczająco szerokiej, szkolnej bramy oraz alei wjazdowej, przeistoczonej tego dnia w parking VIP, aż po strojną w wiadome barwy murawę szkolnego stadionu – przepustką do ponadgodzinnej komitywy z udziałem nie wyłącznie localsów, ale i szerzej przyjezdnej, społeczności gminnej, a nawet poza.

Niepowtarzalny, nadal nienagannie świeżutki technicznie i brandingowo, autokar Drużyny wtoczył się niemal idealną 15:15 wspomnianymi wrotami, napotykając już przy znanym wszystkim, tubylczym niedźwiedziu ‘nieśmiałym’ solidny komitet powitalny uczniów tutejszych oddziałów przeróżnych. Zwarta, pokrzykująco-podśpiewująca wymaganym obyczajem, tudzież umaszczona stosownością barw odzieży, gromadność stworzyła godny entourage ku szkolnemu stadionowi, a szkolne pojazdy poczciwie podjęły misję transportową namiotu Drużyny oraz, primo, Bohaterów dnia owego – lubelskich przedstawicieli ekstraligowych – piłkarzy: pomocnika Rony’ego (Portugalczyka – najświeższy nabytek Motoru) oraz bramkarza Patryka (z urodzenia Piotrkowianina); Krzysztofa i Łukasza – przedstawicieli marketingu i social mediów Klubu; Artura aka Koziołek Zygmunt oraz dowodzącego oddziałem, niezastąpionego Marka.

Murawa ożyła znakomicie. Rozmowami, autografami, selfiaczami, przyśpiewkami, opadającą nieśmiałością, niereżyserowanymi potyczkami z udziałem piłek. Zmysł wzroku karmiły niebieskości, żółcie i biele – wiadomo. Powonienie zaś otrzymywało regularne impulsy spod dachu mniejszego namiotowego brata – naszego osobiście szkolnego – gdzie stosowne zapasy skrzydełek miodowych, napoju miodowo-miętowego oraz różnistych wypieków, na tenże dzień uczynionych, nastąpiły.

Ogromna radość, gdy obok stricte miejscowych – Uczniów naszej Szkoły – okazaliśmy się tego dnia pożądaną destynacją dla młodszych adeptów kibicowania oraz, niejednokrotnie, ich rodzin. Zaiste miłym było Was gościć, dzielić czas i emocje, zgłębić zakamarki klubowego autobusu, uwiecznić ten dzień wspólnie. Wydarzenie, o czym nie wypada nie wspomnieć, uświetnił również Pan Janusz Urban – Dyrektor Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu Starostwa Powiatowego w Lublinie, za co wdzięczność okazałą posyłamy.

Sprawy rzadko dzieją się same, zatem wykorzystany niechaj ten tekst będzie ku podziękowaniom partykularnym. Pani Monice Adamczyk – za design okolicznościowej naklejki; Pani Ani Korbus – za bezbłędne, jak zawsze, tematyczne podarki szkolne (przybyli ku nam, którzy się nieźle na marketingu znają, cmokali z uznaniem); Pani Ewie Tomczyk – za wszechstronną kontrolę nad umykającymi tego dnia wątkami organizacyjnymi i opiekę nad namiotem cateringowym właśnie (zawartość uległa skutecznemu skonsumowaniu); niesamowitej Załodze naszej szkolnej kuchni, pod batutą Pani Agnieszki Kot – za cudne wiktuały; Paniom: Ewelinie Pelak i Beacie Demianiuk – za czujny, ponadprogramowy dyżur fotograficzny; Panu Jarosławowi Prusowi – za wsparcie organizacyjne; Panu Jaromirowi Łokajowi – wspierającemu technicznie oraz umiejętnie ordynującemu polekcyjną aktywność mieszkańców Internatu, pod skrzydłami opiekuńczymi Pani Ewy Walasek. Panu Grzegorzowi Kurasowi – za nadzór logistyczny, z aktywnym w tle supportem Pana Sławomira Brygoły. Naszej nieocenionej Młodzieży – za każdą cegiełkę obecności i aktywności tego popołudnia. Last but not least, zdecydowanie, za akceptację pomysłu i okraszenie pomocnymi ideami – Panom Dyrektorom: Marcinowi Kępowiczowi i Tomaszowi Kędziorze.

Echem spotkania pozostaje kolektywne marzenie szkolnych uczestników, by pospołu i niebawem odwiedzić Motor Lublin w ich arenowym gnieździe – jako wsparcie meczowe. Skoro artyści i artystki snują w pieśniach marzenia stadionowe, to może i nam będzie dane. Wtedy znów damy o sobie usłyszeć, znaczy się, przeczytać.