Dobrodziejstwem niepodważalnym kultury rodzimej – w tym jej odsłony pop – jawi się walor dydaktyki poprzez historii łatwych i niełatwych przytaczanie. Od pierwszych w niej zanurzeń, dziecięcych jeszcze, towarzyszą nam ‘czerwone maki na Monte Cassino’ oraz ‘dzień, bardzo ciepły choć grudniowy’, istotne powody, dla których ‘dziś do Ciebie przyjść nie mogę’, ‘Mury’, które nie do końca runęły w zbiorowej pamięci oraz dowody wdzięczności za ‘taki kraj tu nad Wisłą, pod nieba szarym ołowiem’…

Brnąc w nuty lżejsze, napotyka młodzieńcze uszy większości z nas skocznie pobudzający, a świętujący tegorocznie swe 60-lecie powstania, produkt muzyczny Pana Seweryna and Co., traktujący o znanym powszechnie egzaminie edukacyjnym, wieńczącym zmagania szkolne licealistów i techników. Strofa druga utworu tegoż wyraźnie sygnalizuje istotę pewnego wydarzenia ‘z wielkim hukiem’, od którego czas zaczyna nabierać niezwykłego tempa, przed majowe bramy egzaminacyjne już niekoniecznie z nami spacerując, a raczej ku nim zaganiając.

Nie dziwota zatem, iż z nocy tej – z reguły styczniowej lub lutowej – pragniemy wycisnąć każdą jej błyskotliwą chwilę, wycyklinować parkiet niezmordowanymi kończynami, skosztować pierwszej doroślejszej uczty, przyćmiwszy nieco szarawą może codzienność wystrzałową kreacją, obliczem paletami barw zdobnym, fryzurą Cannes lub Oskarów godną… I stosowną tychże transplantacją na fb czy insta.

A że czasy mamy niemal hollywoodzkie, pragnienie to wyprowadza niejednokrotnie zabawy te spod szkolnych strzech, uruchamiając licznie sentymentalne łzy ‘dinozaurów’: ‘a pamiętasz, jak my tydzień dekoracje wieszali’, ‘ale był numer, gdy prąd tuż przed wysiadł’, ‘ach, przekochane panie kucharki, które nam wszystko pięknie uwarzyły’…

I my podobnie, piąty rok bodaj z rzędu, gościmy niemal w sercu gminy – w miejscu, którego architektoniczna widowiskowość, kulinarny splendor oraz zawadiacko oksymoronizująca nazwa, wywołały fame nie tylko w ościennych gminach, ale i województwach. Zdając się na znakomity gust i kunszt organizacyjny zarządzających miejscem Absolwentów, inicjujemy wieczór smakowicie dopracowanym polonezem. Sycimy myśli przemówieniem Dyrektora, wsłuchujemy w poruszające śpiewności Mai i Ingi, zadzieramy kąciki ust wobec mini-reminiscencji lat wspólnie przeżytych, rejestrując woń archiwizujących je świeżością, bukietów róż…

Dystyngowanie, jeszcze nie do końca pewnie ośmieleni, zajmujemy miejsca przy wytwornym, długaśnym stole. Licealiści oraz Technicy dwóch fundamentalnych specjalizacji. Za rok, o ile świat wytrwa w postanowieniu istnienia, dołączy trzecia. Tak jest dobrze – gdy, niczym w szkolnym hymnie ‘nie mieścimy się’. Cieszy ta liczność, raduje obecność wspierających Partnerów i Partnerek, wzruszają kibicujące w narożnikach, dumą rozpromienione ekipy Rodzin.

Jest wspólność, ponad wszystko ścisła. Rozmów, tańców, śpiewów, spontanicznych selfie… Wir wodzirejskich animacji pozwala nie oglądać się za siebie, ani na nikogo. Animusz zwyżkuje. Marynarki zawisają na oparciach krzeseł, niedogodne już ‘szpilki’ parkują pod ich siedziskami. Zdarcie gardła, nadprogramowe cuts wybornego tortu czy jutrzejsze zakwasy, nie okażą się grzechem. Najwyżej lekiem na całe zło niedosytu.

Wdzięczność wszystkim od wszystkich. Za te lata, co nie miną – o ile łaskawa i pogodna pamięć wzajemna przechowa – niczym klejnoty rodowe lub szlachetny miód. Za dochowanie tradycji, nie podcinając jej skrzydeł, skoro już poza szkolne gniazdo wyfrunąć musiała. Za szyk, styl, elegancję, powab, glamour, class – do samego świtu.

Niech nami żyje ten bal.

Oto my – boys & girls talentów wielu
Nasz look może Cię cook, Przyjacielu

Piękni i pokładów pełni pomocy
Zawsze gotowi powrócić do tej nocy

Z wykształcenia nie do końca ogólni
Gdyż jeździecko prężni i dumni

Strażnicy szkolnego bytu tradycji
Pasiecznej wiedzy Orędownicy

Autostradą życia szerocy, wartcy jak startowy pas
Niechaj lata tej wspólnoty nie powędrują, ot tak, w las

Za mundurem – panny sznurem
Za czerwienią – biegiem się dotlenią

Nasz, nasz ten kawałek podłogi
Czas już wkrótce chwycić życie za rogi