Czerwiec – w szkolnej rzeczywistości – to ustawowo czas odliczania jednostek czasu ku wakacyjnej eksplozji. Tegoroczny, na szczęście, wytrącił znaczną pośród nas dywizję z nobliwej czynności powyższej, kierując młodzież wraz z opiekunami w objęcia fantastycznie dopełniającego bilansowi doznań roku szkolnego hiszpańskiego stażu.

Pre-selekcjonowany oddział techników żywienia i usług gastronomicznych oraz techników pszczelarzy, opuszczając niespodzianie opustoszałe po niedawnych roszadach biznesowych podwarszawskie lotnisko, nie spodziewał się chyba do końca, jak sycącą okaże się południowo-iberyjska dwutygodniowość…

Bazą naszą wypadową została Grenada. Potężna, manifestująca raz po raz swą niegasnącą żywość, oddychającą jednocześnie i prężną pokładami wielokulturowej historii. I nie w samym, choć niezaprzeczalnym, majestacie Alhambry zawartej, lecz niemal w każdym miasta owego zaułku. Pokłon szczególny urbanistom tamtejszym za tak umiejętnie liczną inkrustację rozgrzanej do granic i dusznawej przestrzeni miasta kojącymi cienistością plazas, całodobowo wybrzmiewającymi ławkowymi pogwarkami, w cytrusowej woni zanurzonymi.

O ile doznania zawodowe techników żywienia skupiły się raczej śródmiejsko – w szeregu sprawdzonych hoteli i restauracji, w szwach trzeszczących konsumencko w okolicach poprzedzającego sjestę lunchu, o tyle pszczelarzy ‘wywiało’ poza miasta mury… Pochłonięci przez nieodległy majestat pasma Sierra Nevada, odprawiający się każdego ranka outdoorową kawą, towarzyszącą planowaniu dnia z mentorami… Pląsający na wysokościach upajających nie jedynie widokami, a przebogactwem olfaktorycznym różnorodnych miododajnych, doprowadzili umiejętnie – w zgodzie z założeniami programowymi stażu – do ładu tutejszą pasiekę, zdobywając tym samym uznanie tubylczych instruktorów. W sznycie bardziej akademickim, uwolnili zagnieżdżoną nieoczekiwanie w budynkach miejscowego uniwersytetu familię pszczelą, przeżyli z zaciekawieniem imponującą degustację miejscowych odmian miodów, tudzież zgłębili zawartość pouczających wnętrz muzeum pszczelarstwa w Lanjaron.

Wachlarz andaluzyjskich doznań wzbogaciliśmy o odwiedziny rozgrzanej do połysku Cordoby, nasycając oczy zaułkami historycznej części ciudad, kosztując przejścia Puerta del Puente, kontemplując wreszcie zapiski jej własnej historii, które to na filarach Mostu Rzymskiego dokonuje nieokrzesana nieco Gwadalkiwir.

Wypad kolejny – sybarytyczny nieco – to w pełni nadmorska, stolicą Costa Del Sol wskazana, Malaga. Wraz z nią: opalenizna niespodziewanie błyskawiczna; piach, po którym niełatwo stąpać boso; słoności pełne fale; kuchnia lokalna, czerpiąca z nie zawsze znanych istot morskich… O tak, Mare Internum, wdzięczni my za Twe dary…

Słowa, które padły podczas inaugurującego nasz hiszpański staż spotkania roboczego, wypowiedziane przez jednego z koordynatorów organizacji patronującej MEP – ‘macie tyle samo powodów ku temu, by cieszyć się kosztowaniem tutejszości, co ku temu, by zaprezentować się jej z możliwie wielu dobrych stron własnych’, pobrzmiewają nadal aktualnym echem. Nieskromnie przypuszczamy, że nie okazaliśmy się w tym najgorsi. Być może nawet słowa owe w młodych duszach przekuły się w szlachetnie trwalszy kompas, podpowiadający zdrowe zasady proporcji dawania i brania. A każda chwila samego stażu zapisała się trójporozumieniem bezcennej definicji kompetencji: dobrem wiedzy, kapitałem doświadczenia i niezbywalnym arsenałem umiejętności.

Numer projektu: 2024-1-PL01-KA121-VET-000204102; Grenada (Hiszpania) 07-21.06.2025